2 kwietnia 2017

Prolog



San Francisco, 20 lat wcześniej

Dziewczyna uważnie wpatrywała się w dwie herbaciane róże, leżące na biurku kawałek dalej. Pojawiły się jak zawsze — znikąd. Zamknęła na moment oczy, pragnąc zatrzymać nieuchronne. Spod jej powiek uciekły dwie łzy, szybko spływając po policzkach. Zamrugała kilkakrotnie.
Lekko zamglonym wzrokiem spojrzała na leżący przed nią, już nieco zniszczony zeszyt. Obity w ciemno-brązową skórę, z już pożółkłymi stronami. Czytała go tak często, że niektóre kartki były brudne i ponadrywane, ale musiała — musiała — mieć pewność, że o niczym nie zapomniała napisać.
Wzięła głęboki oddech i zaczęła pisać dalej. Zostało jej tak niewiele.

Teraz też leżą przede mną róże — znak, że nawet gdzieś daleko, nie wiadomo gdzie, on wciąż o mnie myśli. Wy wciąż macie możliwość, żeby nie powtórzyć naszej historii. Musicie tylko sobie zaufać — i zaufać mi. To wszystko.




San Francisco, aktualnie

Mimo ulewy i otaczającej ją ciemności, szła dalej. Znała ulice i zakątki tego miasta jak własną kieszeń, chociaż przez kilka lat mieszkała daleko poza San Francisco. Naciągnęła rękawy szarego, cieniutkiego swetra, chowając w nich przemarznięte dłonie.
Zimnym strugom deszczu towarzyszył świszczący wiatr i wszechogarniająca ciemność. Sherry wzdrygnęła się, kiedy stojąca nieopodal i świecąca słabym światłem lampa uliczna, wydała głuchy odgłos, a po chwili zgasła, pogrążając ulicę w całkowitej ciemności. Objęła ramiona dłońmi i przyspieszyła kroku. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu, a zostało jej do przejścia tak niewiele. Miała jednak przed sobą najgorszy odcinek drogi. Ciemną, wąską przestrzeń. Zmusiła się do szybszego kroku.
Była pewna, że jest sama w uliczce, więc gdy usłyszała czyjeś kroki, gwałtownie się odwróciła, jednak nie zauważyła nikogo. Cofnęła się i weszła w wielką kałużę. Westchnęła zrezygnowana i wtedy znów to usłyszała. Ktoś się zbliżał. Deszcz utrudniał jej zorientowanie się, z której strony dochodzą kroki. Miała dwa wyjścia — albo się cofnąć, albo iść dalej. Spojrzała w mroczną otchłań ulicy, z której przyszła. Nie, zdecydowanie nie chciała wracać w te ciemności. Pomyślała, że im szybciej znajdzie się za zakrętem, tym lepiej dla niej. Gdy tylko skręci, zostaną jej do przejścia tylko trzy uliczki, więc ostatecznie wydostanie się z labiryntu kamienic i bloków, między którymi kluczyła od jakiegoś czasu.
Była tak zajęta myśleniem o ciepłym domku, że całkowicie zapomniała o słyszanych wcześniej krokach i własnych obawach. Jeszcze mocniej naciągnęła rękawy swetra i pociągnęła nosem. Uparcie wpatrywała się w coraz mniejszą przestrzeń, dzielącą ją od zakrętu i z tego wszystkiego nie zauważyła, ani nie usłyszała tego, z kim się zderzyła.
Odbiła się z impetem od tajemniczej osoby i machała rękoma, próbując złapać równowagę, aby nie przewrócić się prosto w wielką kałużę tuż za nią. Od upadku ocaliła ją silna ręka. Podniosła wzrok i spojrzała prosto w czarne oczy.
— Przepraszam. — Usłyszała głęboki, męski głos.
— Nic się nie stało — odpowiedziała cicho, nie zwracając uwagi na to, że chłopak mógł jej nie usłyszeć.
Chłopak z uwagą lustrował dziewczynę. Przyglądał się jej ciemnym włosom, które zazwyczaj musiały być miękkie i puszyste, a teraz były mokrymi strąkami okalającymi twarz i spadającymi na ramiona. Z zaciekawieniem patrzył na szczupłą twarz i brązowe oczy, które w ciemności uliczki wydawały się granatowe. Patrzył na sweterek, który idealnie pokazywał każdą jej krągłość. Rękę, którą uchronił ją przed upadkiem, trzymał na jej biodrze.
Sherry ponownie podniosła wzrok i ośmieliła się spojrzeć na chłopaka. Ciemne włosy opadały mu na czoło, cały ubrany był na czarno. Sprawiał wrażenie, jakby deszcz mu nie przeszkadzał. Z tyłu za nim migotała lekko lampa, a jego niemalże czarne oczy lśniły.
— Um, przepraszam — wydusiła w końcu i wyminęła chłopaka, szybkim krokiem kierując się w stronę domu. Nie odwróciła się ani razu. Ale gdyby to zrobiła, zauważyłaby, że stał wciąż w tym samym miejscu i przyglądał jej z wymalowanym na twarzy zaciekawieniem, a na chodniku znikąd rozkwitła duża, czerwona róża.




To już jakby trzecie życie tej historii. Tym razem rezygnuję z etykietki fanfiction i stawiam na opko autorskie. Mam nadzieję, że podejście do trzech razy sztuka tym razem się sprawdzi i po maturze gładko pójdzie mi kontynuowanie tej historii i doprowadzenie jej do końca — w końcu będę miała wakacje aż do października. Pokieruję Zapisane w gwiazdach nieco inaczej, niż chciałam pokierować drugą wersję Angel, więc mam nadzieję, że naprawdę mi to wyjdzie. 

Dajcie znać, co myślicie. Komentarze to rzecz naprawdę budująca i motywująca. :)

4 komentarze:

  1. Historia wydaje się ciekawa. Czyta się przyjemnie, Twój styl mi się podoba :) Niestety, jak dla mnie, prolog za krótki, przez co nie miałam możliwości bardziej "wkręcić się" w to opowiadanie. Liczę na to, że pierwszy rozdział będzie dłuższy.
    Pozdrawiam serdecznie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało. Prolog jak prolog, ja wychodzę z założenia, że ma zaciekawiać, a nie grzeszyć długością. :P Rozdział będzie dłuższy, to mogę zagwarantować. :)
      Dzięki, że wpadłaś. :D

      Również pozdrawiam xx

      Usuń
  2. Prolog faktycznie krótki, chciałoby się więcej ;) Ogólnie fajny motyw z rozkwitającymi różami. Czyżby coś w stylu "Upadłych" Kate się szykowało? Z chęcią przeczytałabym pierwszy rozdział ;D

    PS: Bardzo przyjemna szata graficzna :D

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Szablon
Fantazja
Twitter