30.04.2017

Rozdział 1



Aromat świeżo zrobionej latte unosił się w powietrzu, wywołując na twarzy Sherry uśmiech. Uwielbiała słodkie latte macchiato ze spienionym mlekiem. Ściskając w dłoniach zielony kubek, wyszła przez salon na taras. Cieszyła się, że po pięciu latach w końcu wróciła do domu, do San Francisco. Uwielbiała Polskę, jednak ta była jedynie jej chwilowym miejscem zamieszkania. To w San Francisco zostawiła najlepszego przyjaciela. To w San Francisco spędziła najlepsze lata dzieciństwa. To San Francisco na wieki pozostanie jej prawdziwym domem.
Boso zeszła z tarasu i stanęła na chłodnej trawie. Zapach kawy mieszał się z tym świeżo skoszonej trawy, jaki niósł ze sobą lekki wiatr, razem z dźwiękami z garażu — stukanie, które mogło oznaczać tylko to, że tata był już w swoim żywiole, naprawiając wszelkie możliwe klamoty. Założyła luźny kosmyk ciemnych włosów za ucho, po czym sprawdziła, czy niechlujny kok, jaki zrobiła szybko po pobudce, jakoś się trzyma.
Sherry skierowała się w stronę narożnika rozległego ogrodu, gdzie w cieniu kilku drzew owocowych stała drewniana huśtawka. Nie rozglądając się, pospieszyła do celu, chcąc właśnie na huśtawce spędzić najbliższe chwile, jednak słysząc znajomy głos, odwróciła się zaskoczona.
— Sherry?
Po drugiej stronie białego, drewnianego płotu, oddzielającego posesje od siebie, stał Michael Gordon, jej były najlepszy przyjaciel. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie pomieszane z niedowierzaniem. Blond włosy sterczały na wszystkie strony, a dłonie zaciskał na pionowych deskach płotu.
— Sherry, to ty?
Wyglądał podobnie, jak go zapamiętała. Nie miał już tej okrągłej buzi obżartucha — wydoroślał i rysy twarzy stały się bardziej męskie, a na dodatek jego brodę zrobił jednodniowy zarost. I oczywiście urósł — wciąż jednak był dawnym Michaelem.
— Mike! — pisnęła, ruszając w jego stronę, gdy pierwszy szok minął.
— Wróciłaś. — Mike przeskoczył przez ogrodzenie, chcąc jak najszybciej przytulić starą przyjaciółkę. — Kurde mać, Heyward, tyle lat! Wyglądasz na zaskoczoną moim widokiem.
— Tak jak ty moim — odparła.
— Tak, ale to nie ja się wyprowadziłem na kupę czasu.
Poczuła potrzebę obrony.
— Hej, to tylko pięć lat! I w sumie nie wiem, dlaczego, ale jakoś nie pomyślałam, że wciąż możesz tu mieszkać.
W ostatniej chwili odsunęła dłoń, w której trzymała kubek z kawą, gdy Michael stanął tuż przed nią. Silne ramiona chłopaka objęły jej szczupłe ciało, a intensywne perfumy, którymi pachniał, sprawiły, że zakręciło ją w nosie.
— Pięć lat — fuknął. — Dasz wiarę, że wydawało mi się, że jakieś pięćdziesiąt? Kiedy wróciłaś? Cholera, jestem w domu od wczoraj i dopiero teraz dowiaduję się, że moja mała siostrzyczka Sher wróciła na stare śmieci, do starego brata i...
Wywróciła oczami. Typowy, rozgadany Mike.
— Stop. — Zaśmiała się. — Gadasz jeszcze więcej niż kiedyś.
Odsunął się, udając obrażonego.
— Wypraszam sobie.
Jednocześnie wyjął jej z ręki kubek i wziął duży łyk kawy. Sapnęła z oburzeniem.
— Hej, to moje!
— Już nie.
Zanim zdążyła zareagować, wypił niemalże całą jej kawę, uśmiechając się łobuzersko — zupełnie jakby wciąż miał dwanaście lat i kochał ją drażnić. Za jej plecami trzasnęła brama od garażu, a chwilę później zza rogu wyszedł czterdziestosiedmioletni mężczyzna. Biały podkoszulek i szare szorty, jakie miał na sobie, były brudne od smaru.
— Dzień dobry, Michael. Tak myślałem, że to musiałeś być ty, bo kto inny odważyłby się zabrać mojej córce kubek porannej kawy — rzucił żartobliwym tonem.
— Mówisz, jakbym miała dziewięć lat, nie dziewiętnaście, tato. — Wywróciła oczami.
— Dzieńdobrek, panie Heyward — wykrzyknął Mike, szczerząc zęby w uśmiechu.
— Podałbym ci dłoń, chłopie, ale sam widzisz — powiedział tata, wyciągając w jego stronę umazane smarem dłonie. — Wpadnij na kawę, wczoraj naprawiłem ekspres, więc Sher zrobi ci najlepsze macchiato, jakie w życiu piłeś.
Nie czekając na odpowiedź, wszedł przez taras do domu.
— Cóż... — odezwał się blondyn. — Jeśli to taka sama, jaką ci właśnie wypiłem, to z miłą chęcią skorzystam z zaproszenia.
— Jasne, tylko tym razem dodam szczyptę arszeniku. — Sherry wywróciła oczami.
— Zabawne, że wciąż jesteś tak samo kiepsko-zabawna — rzucił w odpowiedzi. — Nie powiedziałaś mi, kiedy wróciłaś. Możesz też przypomnieć, gdzie się podziewałaś przez pięć lat, bo zapomniałem.
Westchnęła i kiwnęła ręką, aby wszedł z nią do środka. W salonie było przyjemnie chłodno od klimatyzacji. Rozejrzała się za tatą, ale nigdzie nie było go widać.
— Wróciłam dwa dni temu. A mieszkałam w Polsce. Rodzice otworzyli tam hotel i musieli wszystkiego dopilnować — mówiła, jednocześnie przygotowując kubki na kawę. — Zakochałam się w Gdyni i trochę szkoda mi było wyjeżdżać, ale cieszę się, że znów tu jestem.
— No nieźle — zagwizdał. — To dość daleko.
— A ty gdzie się szlajałeś przez te dwa dni?
— Byłem z kumplami. Dziadek jednego z nich ma domek kilkadziesiąt kilometrów stąd i często tam jeździmy. Szkoda, że nie dałaś mi znać, że wracasz, zrobiłbym ci odpowiednie przyjęcie powitalne — zażartował.
Wzdrygnęła się. Nigdy nie lubiła przyjęć w ogródkach — dym od grilla zawsze drażnił jej oczy, a małe dzieci biegające z balonami wpadały jej pod nogi, sprawiając, że zawsze coś wylała lub upuściła na ziemię.
— Szkoda, że kontakt nam się urwał — dodał po chwili. — Często o tobie myślałem, wiesz?
— Ja o tobie też, Mike. Żałowałam, że nie mogłam tu zostać. Straciliśmy pięć lat przyjaźni.
— Zawsze możemy spróbować to nadrobić — rzucił, podchodząc do aneksu, by pomóc jej w zrobieniu kawy.
— Byłoby świetnie — odparła nieśmiało.
— Świetnie — powtórzył, uśmiechając się do Sherry łagodnie.
Przez chwilę panowała między nimi niezręczna cisza, przerywana jedynie dźwiękiem pracującego ekspresu. Gdy Sherry popchnęła w jego stronę kubek z gotowym napojem, posłał jej uśmiech. Wzięła swój kubek i wyszła na taras, wiedząc, że Mike niezwłocznie ruszy za nią.
— Pijemy na huśtawce? — zaproponował.
Zgodziła się z uśmiechem.
— Moglibyśmy się ścigać, ale jesteśmy pięć lat starsi i trzymamy kawę — dodała ze śmiechem.
Michael obrzucił ją badawczym spojrzeniem, w którym błyszczały łobuzerskie ogniki.
— O nie — jęknęła. — Nawet nie próbuj! Ja naprawdę potrzebuję wypić tę kawę.
Roześmiał się głośno, ale ruszył w stronę zacienionego kącika spokojnym krokiem.
— A jak wyglądało twoje życie tutaj, przez ostatnie lata? — zapytała, gdy już oboje usiedli.
— Nie ma za bardzo co opowiadać. — Uśmiechnął się lekko. — Mam dwóch najlepszych przyjaciół, z którymi spędzam niemalże całe dnie. Przychodzą po południu, wpadnij, to się poznacie.
— Może następnym razem, Mike, przede mną rozciąga się wizja żmudnego rozpakowywania wszystkich pudeł. Przeprowadzki to zło.
— Jak mi przykro — rzucił z sarkazmem, za co otrzymał od Sherry mocnego kuksańca i o mało nie wylał na siebie kawy. — No ej!
Roześmiała się, odchylając lekko głowę do tyłu. Poczuła się jak dawniej — w prawdziwym domu i przyjacielem u boku.




Miles uderzył trzy razy pięścią w drzwi, jednak zupełnie na nie nie patrząc. Jego wzrok skupiony był na zdecydowanie kobiecej sylwetce w ogrodzie sąsiadów Michaela. W ogrodzie, gdzie odkąd poznał Mike'a, nikt nie mieszkał. Odnosił dziwne, niepokojące wrażenie, którego nie potrafił wyjaśnić. Zapukał jeszcze dwa razy, ale wciąż nie spuszczał wzroku z dziewczyny. Chociaż widział jedynie jej wygięte plecy, bo w kucki plewiła ogródek, wydała mu się znajoma.
— Miles, jesteś w końcu! — wykrzyknął Michael, otwierając drzwi i wciągając go do środka. — Asher już jest, dasz wiarę, że się nie spóźnił, a na dodatek był przed czasem?!
Miles roześmiał się, kręcąc głową, zadowolony, że przyjaciel odciągnął jego myśli od dziwnego napięcia, jakie pojawiło się, gdy tylko spojrzał na czarnowłosą dziewczynę z sąsiedztwa.
— Cóż, jakoś ci nie wierzę. Ash i bycie przed czasem? W życiu.
— Czasem mi się zdarza! — odkrzyknął Asher z salonu, gdzie po chwili znalazła się cała trójka.
Miles miał wielką ochotę zapytać Mike'a o dziewczynę, ale postanowił poczekać jeszcze trochę. Przyjaźnili się w trójkę od niemalże pięciu lat, więc czuł się w domu Gordonów jak u siebie — nie miał więc żadnych oporów przed tym, by pójść do kuchni i zrobić sobie duży kubek kawy oraz poczęstować się ciastem, jakie rano zrobiła pani Gordon.
— Mamy jakieś plany na dziś? — zapytał Asher, wchodząc do kuchni za Milesem.
— Obejrzymy Szybkich i wściekłych 8 — krzyknął z salonu Michael. — OK?
— OK! — odkrzyknął Ash i już miał sięgać po kawałek ciasta, gdy zauważył przez okno dziewczynę. — EJ, Mike! Mike! Co to za laska w domu obok?
Miles przez moment był zły, że przyjaciel wyprzedził go z tym pytaniem; potem jednak odetchnął, bo nie musiał sam o to pytać.
— To Sherry — powiedział Mike, wchodząc do kuchni.
— Sherry? — Zdziwił się Miles. — Ta Sherry?
Mike kiwnął głową, a Ash z Milesem podeszli bliżej okna. Sherry była wciąż odwrócona do nich tyłem, jednak w chwili, gdy sięgała po wodę, obróciła się na moment. Jeden rzut oka na jej twarz wystarczył, by Miles zesztywniał.
W jego głowie do końca dnia obijało się jedno zdanie:
Cholera, to ona.





Przepraszam za poślizg z czasem. Dopadło mnie omójbożezarazmaturaajanicnieumiem. A do tego stwierdziłam, że jednak znów zmieniam narrację. Więc z pięciu gotowych rozdziałów zrobiło się zero. Drugi rozdział pojawi się pod koniec maja. Tak myślę. Do 16 zdaje matury, więc zabiorę się za pisanie dopiero po. 

Przeczytałeś? Daj znać, co myślisz; to miłe. ;)

8 komentarzy:

  1. Przyjemnie się czytało. Tak jak prolog. Jeszcze nie wiadomo, co chodzi, ale już widać, że coś się święci z tym Milesem. :D Ciekawe, czy to on jest tym z prologu.
    No, w sumie nie wiem, co jeszcze mogę napisać. Jeden błąd się wkradł: "Wpadnij na kawę, wczoraj naprawiłem ekspres, więc Sher zrobi ci najlepsze macchiato jakie w życiu piłeś." - przed jakie przecinek. Poza tym nie było żadnych literówek, wszystko super.
    Żywię nadzieję, że to nie będzie typowe romansidło z szablonową historią. Trzymam kciuki :D
    Także ja zaobserwuję i czekam na ciąg dalszy, pozdrawiam ciepło i życzę weny :)
    Gwiazdogrod.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, uciekł mi gdzieś ten przecinek. :o Dziękuję za zwrócenie uwagi, już poprawione. :D
      Staram się, by łamać typowe schematy, jednocześnie na nich bazując (bo teraz to już ciężko o coś, co by nie było inspirowane czymś innym, bo każdy motyw właściwie został już wykorzystany). Będę jednak łączyć kilka gatunków, więc oby mi wyszło! :D

      Usuń
  2. Na Twój blog trafiłam całkiem przypadkiem. Do bliższego zapoznania się z nim skusił mnie przepiękny, dość minimalistyczny szablon, który bardzo mi się spodobał oraz intrygujący opis. Chociaż nie przepadam za wątkami paranormalnymi, to pojawiające się znikąd róże bardzo mnie zainteresowały. Jak każda kobieta uwielbiam czytać romanse, a właśnie ten gatunek wydaje się być u Ciebie dominujący, dlatego już teraz mogę z pewnością zadeklarować, że z wielką przyjemnością będę śledziła dalsze rozdziały tego opowiadania. Nie dość, że jest ono pisane poprawnie i w lekkim przyjemnym stylu, to gdy wyczytałam, że jest to już trzecie życie tej historii, to stwierdziłam, że poszczególne wątki, będą odpowiednio przemyślane i dopracowane, co z pewnością przełoży się na jego wysoką jakość ;)

    Mam nadzieję, że nie będzie problemem to, że swoją opinię co do prologu i rozdziału pierwszego pozostawię w tym jednym komentarzu. Przeczytałam to wszystko za jednym razem, dlatego będzie mi łatwiej napisać taką jedną, zbiorczą opinię.

    Prolog, choć krótki był intrygujący. W sumie nie wydarzyło się w nim nic więcej, poza spotkaniem głównych bohaterów. Rozdział pierwszy to już całkiem inna bajka. Spokojnie mogę powiedzieć, że na samym wstępie polubiłam Sherry i Mikea. Wydają się być naprawdę zgranymi przyjaciółmi. Dodatkowo są bardzo pogodni i radośni. Świetnie się dogadują. Powiem szczerze, że Miles będzie się chyba musiał bardzo natrudzić, żeby wzbudzić we mnie większą sympatię niż Mike, a to chyba właśnie on odegra w tym opowiadaniu większą rolę :)

    Z niecierpliwością będę czekała na rozdział drugi oraz na pojawienie się tego tajemniczego pamiętnika. Muszę przyznać, że naprawdę zaintrygowała mnie Twoja historia :)

    Życzę również powodzenia na maturach. Połamania długopisu! Pozdrawiam ciepło :)

    sluchajac-dzwieku-ciszy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Należą Ci się ogromne podziękowania ode mnie. Czytałam Twój komentarz wczoraj, w drodze do szkoły na maturę i widząc tak piękne i budujące słowa aż mi się miło zrobiło i cały stres gdzieś uciekł. <3

      Racja, romans tu dominuje, jednak będę się starała, by wątek paranormalny też był aktywny (a na pewno aktywniejszy niż wcześniej). I mam nadzieję, że w efekcie się nie rozczarujesz. To naprawdę ważna dla mnie opowieść, bo trwa ze mną już tyle lat.
      Boję się jednak, że nie podobam z zadowoleniem Cię osobą Milesa. To trudny bohater w kreacji. Nie chcę zrobić z niego ani zbyt nieczułego, ani dupka do kwadratu, ani jakiegoś... psychola. Ma wyjść tajemniczy i nie wiem, czy mi to wyjdzie. Okaże się. ;) Mogę jednak zapewnić, że wcale nie zapowiada się na trójkąt miłosny, Mike to Mike, only friend. ;)

      Jeszcze raz dziękuję! Sprawiłaś mi tym komentarzem mega przyjemność i wywołałaś uśmiech tuż przed tak ważnym egzaminem! Dziękuję! <3

      Usuń
  3. Hmm. Hmm. Hmm.
    Nie odpowiedziałam na twój komentarz na stories, bo od razu zajrzałam tu. Rozeznałam się i stwierdziłam, że zrobię to już tutaj. Jeśli jesteś ciekawa, co sądzę, przeczytaj moją opinię :)
    Kiedy "Angel" było jeszcze Angel, jakoś nie chciało mi się do niego zajrzeć. Bardzo lubię twoją "Sprzedaną" mimo tego, że jest fanfiction. Ustalmy coś, dobrze? Naprawdę nie mam nic przeciwko fanfiction, bo - jak wspominałam - te autorskie opowiadania typu bad boy-szara myszka, milioner i jakaś biedna dziewczyna, kazirodztwo, mieszkanie z bad boyem, bandyta, sprzedanie dziewczyny (nie mam nic do tego, jak mówiłam lubię twoją "Sprzedaną", ale kiedy czasami widzę opis lub pierwszy rozdział to już jest to paskudne. Chyba w większości piszą to dziewczynki, które z seksem i tematyką poruszaną przez siebie nie miały do czynienia). To wszystko jest oklepane, ale nie zgadzam się, że tematy zostały już wyczerpane. To prawda, że są pewne schematy, które są powielane tak wiele razy, że czytając opka o tej tematyce nie pamięta się, które, co i jak.
    Jako autorka masz ogromne pole do popisu. Jak na razie, przyznam szczerze, opis w zakładce niezbyt mnie przekonał. Jakkolwiek postanowiłam przeczytać prolog i rozdział pierwszy, co wygląda zdecydowanie lepiej. Jak mówią: dobry tekst sam się obroni.
    Zaciekawiłaś mnie, bo lubię tematyki związane ze zjawiskami paranormalnymi, a w dodatku romans. Mam jednak nadzieję, że nie zrobisz z tego romansidła, choć nie sądzę, bo poznałam cię (tzn. twój styl) na tyle by wiedzieć, że to nam nie grozi. Aczkolwiek wolałam napisać to na początku.
    Kiedy zobaczyłam, że piszesz autorskie opowiadanie przekształcone z "Angel". Bardzo się cieszę, że to zrobiłaś, aczkolwiek przekonałam się, że mogłabym czytać je za czasów ff. Wcześniej po prostu miałam czasami lenia. Zawsze jakoś tak się trafiało, że kiedy je odwiedzałam coś mnie zawsze zniechęcało. Nie dlatego, że Calum, bo Sprzedaną czytałam i do deadline też kiedyś zajrzałam. Ale po prostu jakoś zawsze miałam coś chyba do samej tej nazwy, choć powinno być inaczej. W końcu to Anioł.
    Nie wiń mnie, ludzie mają czasami różne dziwactwa.
    To dopiero początek i rozkręcasz się, ale już uważam, że to może być coś naprawdę dobrego. By być na bieżąco zaobserwowałam cię, jednak ostrzegam, że mogę być tak "na bieżąco" jak ty w tej chwili z pisaniem (wiem, z powodu matur...), więc nie bierz mnie na bardzo poważnie. Mogę zniknąć, a później się pojawić. Hah. Ale kiedy się pojawię, moja obecność zostanie zaznaczona komentarzem :)
    Nie wiem, czy cokolwiek, co napisałam, na sens, ale co tam. Tylu idiotów żyje na tym świecie, że jeden w tę czy tamtę różnicy nie zrobi! XD
    Chciałam jeszcze dodać, że nie chcę byś zrozumiała mnie źle. Lubię fanfiction, ale takie bardziej fanfictionowate. A jeśli mają jedynie zapożyczony wygląd postaci to muszą być naprawdę dobre bym je czytała. Mam duże wymagania względem tego, co czytam, dlatego jeśli za coś się biorę to zazwyczaj książki autorów rynkowych, książek wydanych. Ale Paweł Opydo pokazał mi, że takie książki to też trzeba umieć łowić. Znalezienie dobrej książki jest trudne, ale są niezawodni autorzy, którzy dają nawet najbardziej oklepany temat w najpiękniejszej oprawie świata.
    Dziękuję za uwagę i do zobaczenia następny razem.
    Pozdrawiam, Tinsley x

    Ps. Miałam skomentować wczoraj, ale w trakcie pisania komentarza ciocia wróciła z pracy i zostawiłam komputer włączony, żeby jej pomóc. Siedziałam do pierwszej, gadając z ciocią i kiedy wróciłam do siebie byłam zbyt zmęczona by kończyć. Następnego dnia miałam wstać o szóstej i miałam tego dnia sprawdzian i kartkówkę, wiec nie mogłam dokończyć. Skopiowałam komentarz do OpenOffice i dokończyłam go dziś XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oficjalnie zostajesz moją ulubioną komentatorką. XD Takich długich komciów jak od Ciebie jeszcze w życiu nie miałam, haha. Dobrze wiedzieć, że chociaż ja już Sprzedanej nie lubię, to są osoby, które lubią. XD
      Powiem Ci, że często mam podobnie. Niby tekst jest dobrze napisany, niby pomysł fajny, niby to i tamto, ale zwyczajnie nie mam ochoty czegoś czytać. Więc to jak najbardziej zrozumiałe. I tak, ja też wychodzę z założenia, że jeśli opko jest dobrze napisane a jest fanfikiem, to się obroni. Ba, każdy dobrze napisany tekst się obroni, nawet jeśli jest całkowicie pozbawiony fabuły. Dobra, może z lekka przesadzam. ;)
      Opydo! Piąteczka, też jestem Opydzianką, haha. Uwielbiam Jego czytanie Afera albo Greya, no mistrzostwo świata. A jako że lubię się rozgadywać, dodam, że takim niezawodnymi autorkami, jak mówisz, są Colleen Hoover i Elle Kennedy - mogę sięgać w ciemno i mimo schematów i oklepanych wątków dla mnie ich książki są cudowne. :D
      Wiesz, jak zaczynałam pisać fanfiki, to była dla mnie jedyna opcja, by jakoś się wybić, by pokazać światu to, co tworzę, bo zwyczajnie... było łatwiej. Mając grupę docelową, do której się pisze i reklamuje się w niej, jest znacznie łatwiej znaleźć potencjalnych czytelników. Zdałam sobie jednak sprawę, że to nie wystarcza na dłuższą metę. Wciąż uwielbiam Caluma, naprawdę, ale zarówno zainteresowanie 5sos spada, jak i moje zainteresowania/inspiracje się zmieniają, ewoluują i... Pisanie o Calumie zawsze będzie dla mnie jakimś tam sentymentem (zwłaszcza, że planuję krótkie opko o Chloe ze Sprzedanej), młodzieńczym zauroczeniem, czy nawet zakochaniem (kocham Cala, kocham!). Jednak jeśli chcę (a chcę mocno) pisać na poważnie, pora zerwać z ułatwieniami i stworzyć coś od deski do deski i z kropką nad "i". I powoli zaczynam. Oby mi się udało. :D Fanficions to ważna część mojego pisania, od tego się zaczynało, jednak teraz widzę, że to nie wszystko.
      Dobra, bo za bardzo się rozgadam... XD
      Dzięki, że tu wpadłaś. Dzięki, że będziesz (bez względu na to, jak długo). xoxo

      Ściskam mocno, buziaki xoxox

      Usuń
    2. Ulubiona komentatorka, mówisz? XD Uwierz mi, pożałujesz tego tak jak moi przyjaciele i koledzy z klasy znajomości ze mną. Mam siedemnaście lat a przez większość czasu zachowuję się jak dziesięciolatka. Bóg chyba dał mi za dużo wyobraźni i za mało rozsądku. Btw, gdzieś ty była przez całe moje życie? Ja też tak bardzo uwielbiam Pawła Opydo (Opydzianki - ta nazwa nigdy nie przestanie mnie śmieszyć, ale to że też nią jestem to już szczyt śmiechu! Ale co poradzić? On jest jak nowa religia xD Opydzianizm, haha). Ja zawsze, kiedy mam 30 powiadomień z youtube to jak widzę, że on coś wstawił to oglądam jako pierwsze. Nie ważne, że piosenkarz wstawił piosenkę, na którą dawno czekałam, cover jakiejś innej piosenki czy cokolwiek innego. Może się walić i palić, ale Pawła zawsze oglądam pierwszego.
      Właśnie Colleen Hoover i Elle Kennedy miałam na myśli! Czy ty czytasz w myślach, czy po prostu mamy tyle ze sobą wspólnego? :D Chociaż nie zawsze Colleen daje oklepany temat (jakkolwiek zawsze, kiedy to robi jej powieść to jak perła pośród kurzu), w "Maybe Someday" dała nam do oklepanego tematu kombinację utwór, których możemy posłuchać i pary, która wyróżnia się wśród tłumu, w "Slammed" za to te poezje i ci bohaterowie, tak żywi i wspaniali niemal całkowicie zasłaniają schemat nauczyciel-uczennica, który mimo wszystko nie jest aż tak schematyczny. Chyba jedyna książka, która słabo mi poszła to "Hopeless". Nie wiem, jak ludzie mogą uważać, że jest świetna, dla mnie to jej najgorsza powieść.
      Co do joty zgadzam się pod względem fanfików. Ja też wybiłam się na fanfiku, później, kiedy zaczęło mi to ciążyć a ludzie prosili o nowe rozdziały i wręcz stalkowali, znudziło mi się i zniknęłam z bloggera. Jedna z czytelniczek, z którą bliżej się zakolegowałam, cały czas mnie męczyła tym, żebym zaczęła pisać coś własnego. No i się stało a teraz od już dwóch lat nie potrafię napisać niczego, co jest fanfiction, bo moja wyobraźnia dotycząca postaci mi na to nie pozwala. Gdybym próbowała coś z Harry'm Stylesem przefarbowałabym go na blond, to pewne. Poza tym nie jestem jego wielką fanką, więc nie byłoby to z pasją tworzone arcydzieło.
      Wolę pisać tak jak teraz, jestem wolna, piszę tak jak lubię, choć czasami przyznam, że też biorę na warsztat oklepany temat, ale nigdy nie umiem trzymać się go na całej linii. Pod pewnym względem jest oklepany, ale pod innym jest w moim stylu.
      Spokojnie, ja tu jeszcze wrócę. Jak zwykle napiszę długi komentarz o niczym (co stwierdziły zapewne sam Paweł XD, ale jeśli naprawdę cię to cieszy to mnie także :) Lubię, kiedy inni są szczęśliwi i rozumiem, jak ważne jest to, gdy doceniasz czyjąś pracę.
      Jestem znana ze swoich obietnic, dlatego tobie niczego nie obiecuję, bo mogę nie spełnić tej obietnicy. Jednak chcę byś wiedziała, że jesteś na mojej liście. Kiedy będę miała czasu, wpadnę.
      Na pewno jeszcze się spotkamy :)
      Pozdrawiam ciepło, Tinsley x

      Usuń
    3. Ja z kolei mam do Hopeless sentyment, bo to pierwsza książka CoHo jaką czytałam, w dodatku czułam się jakbym czytała najlepsze na świecie fanfiction. Za to Pułakpa uczuć totalnie mnie rozczarowała. Była słaba. Bardzo nieudany debiut, moim zdaniem. Maybe someday to moja ulubiona, chociaż jestem w trakcie czytania zarówno Confess po polsku jak i It Ends With Us i obie niesamowicie mi się podobają! :D
      Z Pawłem aż takiej obsesji nie mam. :P Zdarza mi się oglądać jakiś film po miesiącu, bo coś mi wcześniej wypadło. Nie mniej, uwielbiam typa. XD
      Komentarze o niczym też są super! XD Samo czytanie takiego wypracowania jest przyjemnością, bo wiem, że ktoś włożył większy lub mniejszy wysiłek w wyklepanie tego na klawiaturze. A to już coś, haha. :D
      Mam tylko nadzieję, że kolejne rozdziały Cię nie rozczarują, bo z kim ja będę komciować o niczym? :c XDD
      Buziaki xx

      Usuń

Obserwatorzy

Szablon
Fantazja
Twitter