18.05.2017

Rozdział 2



Sherry przetarła dłonią wciąż zaspane oczy, wybudzając się ze snu na dobre. Jasne promienie słońca wpadały do pokoju przez niedociągnięte do końca rolety. Jęknęła, przekręcając się na drugi bok, z niechęcią myśląc o tym, że najwyższa pora wstać i zrobić coś produktywnego. Zmarszczyła brwi, widząc coś czerwonego, leżącego na poduszce tuż obok jej głowy. Podniosła się lekko, podpierając łokciem o materac i ze zdziwienia lekko otworzyła usta. Tuż obok wgniecenia po jej głowie leżała czerwona róża. Świeża i rozkwitnięta.
— Skąd się tu wzięłaś? — mruknęła pod nosem.
Podniosła kwiat, nie dowierzając. Dopiero trzymając kwiat w dłoniach, czując jego strukturę i miękkie płatki, zrozumiała, że to żaden wybryk jej wyobraźni. Ostrożnie wstała z łóżka i położyła znalezisko na biurku, patrząc na nie nieufnie. Nie miała pomysłu, kto mógłby podarować jej w tak dziwny sposób różę. Jednocześnie w głowie zaświtała jej myśl, że może posadzić właśnie te kwiaty w przygotowanych przez nią dzień wcześniej rządkach w ogrodzie. Pokiwała głową, mrucząc coś niezrozumiale pod nosem.
W kuchni, przygotowując poranną kawę, znalazła karteczkę samoprzylepną na lodówce z informacją od rodziców, że wrócą późno. Wzruszyła ramionami bez konkretnego celu i przez chwilę wpatrywała się w jeden punkt, myśląc, czym mogłaby zająć się tego dnia. Ogródek był wyplewiony, trawa przez tatę skoszona. Wszystkie ich klamoty, jakie ze sobą przywieźli, już były rozpakowane i znalazły własne miejsce.
Więc wychodzi na to, że nie mam co robić.
Westchnęła i z braku lepszego pomysłu, z kubkiem kawy skierowała się do biblioteki — osobnego pokoju, który od dziecka lubiła najbardziej w całym domu. Pomieszczenie było średnich rozmiarów i przylegało do salonu, jednocześnie częściowo znajdując się pod schodami. Duże okna zapewniały wystarczającą ilość światła. Przy każdej ścianie znajdowały się regały sięgające sufitu, jednak niezapełnione do końca. Były to zbiory jej rodziców, jak i dziadków, i pragnieniem Sherry było przeczytanie kiedyś każdej książki, jaka się tam znajdowała, a także wypełnienie półek po brzegi. Skierowała się na sam środek pokoju, gdzie na okrągłym, puszystym dywanie znajdowały się dwa wygodne fotele. Odstawiła kawę na mały stolik obok foteli i otworzyła jedno z okien. Następnie wybrała jedną z książek i usiadła wygodnie.


Sherry została brutalnie wyrwana ze świata książki głośnym i charakterystycznym dźwiękiem ekspresu do kawy. W pierwszej chwili pomyślała, że to rodzice, potem jednak uświadomiła sobie, że mają wrócić późno. Ostrożnie odłożyła lekturę na stolik, a sama podkradła się do drzwi. Obserwowała korytarz — cichy, pusty i w tamtym momencie jakże złowieszczy. Nie minęło wiele czasu, jak usłyszała ciche podśpiewywanie i gwizdanie.
Równie zaskoczona, jak przerażona, ruszyła w stronę kuchni. Kuchni, w której rządził się Michael. Jej wzrok padł na firanę przy drzwiach na taras, która mocno powiewała za sprawą wiatru. Zupełnie nie pomyślała wcześniej, by je zamknąć.
— Nie wiesz, gdzie są drzwi? — rzuciła nieco rozdrażnionym tonem.
— Wystraszyłem cię?
— Nie, wcale — prychnęła. — To normalne, tak zakradać się do czyjegoś domu, w dodatku tarasem.
Wywróciła oczami.
Michael roześmiał się szczerze, co w tamtej chwili rozzłościło ją jeszcze bardziej.
— Naprawdę się przestraszyłam, Mike. Tak się nie robi. Mogłeś chociaż, no nie wiem... uprzedzić, że wpadniesz? Zapukać?
Wzruszył ramionami w odpowiedzi, a Sherry poczuła, jak ciśnienie jej się podnosi.
— Nudziłem się w domu, a że ty też się nudzisz, to wpadłem — dodał po chwili, szykując się do wzięcia pierwszego łyku kawy.
— Zawsze byłeś taki irytujący?
— Zawsze byłaś taka drażliwa?
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aby za moment wybuchnąć gromkim śmiechem. Sherry pokręciła głową z politowaniem.
— Następnym razem chociaż SMS-a napisz.
— Hello, nie mam twojego numeru, Złośnico.
Uniosła do góry brew w rozbawieniu.
— Złośnico?
— Tak. Od dziś będę cię tak nazywał. — Uśmiechnął się szeroko, pokazując dwa rządki równych, białych zębów. — Przyjdziesz dziś poznać chłopaków? Oni bardzo by chcieli, żebyś przyszła.
Sherry zmieszała się lekko. Sądziła, że ta propozycja nie padnie ponownie tak szybko.
— Już o mnie wiedzą?
— Asher wyczaił cię przez okno. — Tym razem była kolej Mike'a na bycie zmieszanym. Podrapał się po karku z nietęgą miną, po czym nieśmiało uśmiechnął.
Sherry zachichotała.
— Okaaay. Niech będzie — westchnęła. — Wpadnę.



— Jak myślisz, wpadnie Sherry? — zapytał Asher, gdy razem z Milesem szli w stronę domu Gordona.
— Nie wiem. Może.
— Śmieszna sprawa, nie? No wiesz, tracisz przyjaciółkę na kilka lat i już myślisz, że nigdy więcej jej nie zobaczysz, po czym ona pojawia się z powrotem!
— No nie wiem — zrugał Asha Miles — czy to aby na pewno takie śmieszne.
Asher machnął ręką, nie przejmując się zdaniem przyjaciela. Był raczej bezpośrednią i beztroską osobą. Zawsze wesoły, często wręcz wulgarny w swoich żartach. Urodzony podrywacz, casanova. W opinii Michaela nic nie stanie na przeszkodzie, by przeleciał cokolwiek, co samo się rusza. Za to w opinii Milesa ostatni dobór fryzury — „ścinamy na zero!” — przysporzył mu jedynie wyglądu jeszcze większego kretyna.
— No ale załóżmy, że wpadnie... — Ciągnął temat dalej.
— No? — Miles nie bardzo miał ochotę rozmawiać z kumplem o Sherry. Ani myśleć o niej. Ani tym bardziej spotkać ją u Gordona.
— No, to jak wpadnie...
— No?
— No... To tak sobie myślę...
— Jezu, nie możesz powiedzieć tego prosto z mostu jak zawsze?
— Myślisz, że Mike dalej ją kocha i... Nie wiem, będzie chciał ją poderwać? Bo ja bym z chęcią się nią zaopiekował. — Na twarzy Ashera pojawił się lubieżny uśmieszek, częściowo niemalże rozmarzony.
— Chyba śnisz — prychnął Miles. — Koniec jej tematu. Przyjdzie to przyjdzie, nie to nie.
Właściwie sam nie wiedział, czemu zrobiło mu się tak nieprzyjemnie. Wiedział jedynie, że nie może dłużej o niej rozmawiać. Pół nocy nie spał, myśląc o niej. Doprowadziło to jedynie do tego, że był niewyspany. Nie musiał za bardzo myśleć, bo rozpoznał ją od razu — to była ona, dziewczyna z tamtej uliczki. Dziewczyna, która pozostawiła po sobie jedynie czerwoną różę.


— Przyjdzie!? — Asher zaatakował Michaela od progu.
Z kuchni dobiegł ich dziewczęcy śmiech. Miles spojrzał na Asha, szukając jakiegokolwiek znaku na twarzy, że zrobiło mu się głupio, lecz nic takiego nie znalazł. No jasne. Wywrócił oczami. Z kuchni dobiegał go także przyjemny, słodki zapach. Zapach ciasta. W jednej chwili ostrożny uśmiech zmienił się w pełen uwielbienia — pani Gordon piekła takie ciasta, że na samą myśl ciekła mu ślinka.
Ruszył za Ashtonem. Michael jak zwykle siedział przy stole, na swoim ulubionym krześle z widokiem na taras sąsiedniego domu — domu Sherry. Ona natomiast usiadła tam, gdzie zawsze siadał Miles — na kuchennym blacie, obok szafki, w której pani Gordon chowała puszkę z małymi ciasteczkami i pierniczkami. Chociaż chowała to zbyt duże niedopowiedzenie — ostatnimi czasy zostawiała tam wypieki z premedytacją, bo cała trójka chłopców była już zbyt duża na zabawę w chowanego. Milesowi nie pozostało więc nic innego, jak oprzeć się o framugę drzwi.
Sherry sprawiała wrażenie dość pewnej w tym pomieszczeniu. Lustrowała uważnym wzrokiem zarówno jego, jak i Asha. Następnie przeniosła wzrok na Mike'a i uniosła brew w niemym pytaniu. Ten odchrząknął.
— Chłopaki, to Sherry, moja przyjaciółka z dzieciństwa. Sherry, to największy bezmyślny dupek świata, czyli Asher — wskazał na niego ze złośliwym uśmieszkiem — a to Miles, chyba najbardziej racjonalny z naszej trójki.
W tym momencie, gdy Asher pieklił się, czemu został określony mianem bezmyślnego, Sherry spojrzała Milesowi prosto w oczy. Przez jej ciało przeszedł dreszcz, ale trwało to tak krótko, że Miles nie był pewien, czy aby sobie tego nie wyobraził.
— Miło mi was poznać, chłopcy.
Miała miękki i przyjemny głos. I Miles poczuł się jeszcze bardziej niezręcznie.



Sherry starała się dyskretnie obserwować Milesa. Gdy tylko wszedł do kuchni z tym drugim — Ashtonem? — nie rozpoznała go. Dopiero gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, poczuła, że skądś go zna. Niemalże od razu przed oczami stanęła jej scena sprzed kilkudziesięciu godzin. Wszędzie by poznała te niemalże czarne tęczówki. Miał tajemnicze, intrygujące spojrzenie, od którego przeszył ją dreszcz.
Gdy później siedzieli w salonie, śmiejąc się, rozmawiając i jedząc jej szarlotkę, wzrokiem ciągle uciekała w jego stronę. Jednocześnie miała wrażenie, że ten głośny chłopak — Asher? — co chwilę lustruje ją wzrokiem, przez co czuła się nie do końca pewna. Nie mogła sobie przypomnieć jego imienia. Miles z Mike'em wciąż zdrabniali je do Asha.
— Musisz powiedzieć mamie, że taką szarlotkę może mi robić codziennie — mruknął Miles, rozkoszując się smakiem ciasta. — Cholera, nawet dwa razy dziennie. Nie jadłbym nic innego.
Michael roześmiał się, po czym wskazał na Sherry.
— To jej robota.
W jednej chwili Miles zesztywniał. Ostrożnie spojrzał na dziewczynę. Sherry pod jego wzrokiem poczuła się mała i drobna, ale jednocześnie w jakiś sposób piękna. Chłopak powoli przełknął kawałek, po czym z uznaniem pokiwał głową.
— No dobra, to w takim razie chociaż zdradź mi sekretny przepis na takie ciacho.
Michael ponownie wybuchł śmiechem — tym razem Ash dołączył do niego i obaj patrzyli z rozbawieniem na Milesa. Ten wywrócił oczami. Sherry skakała wzrokiem od jednego do drugiego, nie bardzo rozumiejąc, co właśnie się stało. Dopiero po chwili, gdy śmiechy ucichły, Mike wyjaśnił.
— Miles w kuchni umie robić tylko kawę. Jeśli próbuje coś ugotować, to ewakuacja jest niezbędna. Niezwłoczna ewakuacja.
I ponownie się roześmiał.
— Skąd wiesz, może akurat mam nieodkryty dar, jakim jest pieczenie szarlotek? — Miles udawał obrażonego, jednak uległ śmiechowi Gordona.
Z czasem spojrzenie Asha przestało ją peszyć. I opuściła nieco gardę — patrzyła na Milesa bardziej otwarcie, zupełnie nie zważając, czy ktoś to zauważy. Miał ciemne włosy, jednak bardziej wchodzące w brąz, niż czerń. Szczupłą twarz z wyraźnie zarysowanymi rysami i dość pełne jak na mężczyznę usta. Nie były wąską kreską, więc Sherry bezwiednie zastanowiła się, jak by to było go pocałować. Jego usta wydawały się wręcz do tego stworzone. Nie wiedziała, co takiego w nim było, ale intrygował ją — nie wyglądem, lecz spojrzeniem. Nie wiedziała, co takiego w nim było, ale intrygował ją. Uwielbiała tajemnice — a w jego oczach widziała właśnie je.


Kilka minut po przebudzeniu Sherry wciąż przeżywała dziwny sen, opatulona kołdrą. Tlił się w jej głowie, zupełnie jakby był wspomnieniem, nie senną marą. I wcale do najprzyjemniejszych nie należał. Przez długie godziny przedzierała się przez ogromne zarośla, wśród których rosły czerwone róże. Ostre kolce raniły jej ciało, okryte jedynie krótkimi szortami i skąpą koszulką na ramiączkach. Czyli tym, co służyło jej za piżamę. Miała nieodparte wrażenie, że te przeklęte róże ją prześladują. Wracając od Michaela — ona w przeciwieństwie do przyjaciela używała drzwi frontowych — znalazła przy furtce samotną, rozkwitniętą różę. Poczuła ukłucie niepokoju, jednak szybko wyrzuciła je z głowy. Była zmęczona i chciała tylko położyć się spać. Niestety, również podczas snu czerwone kwiaty ją nawiedzały.
Powoli wysunęła się spod kołdry. Otworzyła okno, wpuszczając do pokoju powiew świeżości, po czym zeszła na dół z zamiarem zrobienia kawy. Coś czerwonego jej mignęło, więc skierowała wzrok w tamtą stronę — na drzwi na taras. Zamrugała kilkakrotnie, po czym niewiele myśląc, wybiegła na zewnątrz.
Nie dbając o swój skąpy strój — zdawała sobie sprawę, że Mike miał idealny widok na jej podwórko z kuchennego okna — zeszła po schodkach i rozejrzała się po ogrodzie. Z każdej strony patrzyły na nią rozkwitnięte krzaki czerwonych róż. Posadzone były równo, tworząc dodatkowy płot. Przełknęła ciężko ślinę, nic nie rozumiejąc.
Usłyszała za plecami poruszenie i drgnęła niespokojnie, odwracając się. Na zewnątrz wyszła mama.
— Tak mi się wydawało, że cię słysza... — urwała, zauważając nowe kwiaty.
Sherry patrzyła uważnie na mamę — elegancką kobietę, już ubraną w strój służbowy, czyli białą koszulę i ołówkową spódnicę, z ciemnymi włosami skręconymi w ciasnego koka — która wydawała się autentycznie zaskoczona. Spojrzała na córkę ze łzami w oczach.
— Och, kochanie!
Sherry poczuła się niezręcznie. Skoro to nie robota mamy, to skąd te róże...?
— To jest piękne, kochanie — westchnęła z podziwem. — Musiałaś się nieźle napracować. Cały wczorajszy dzień pracowałaś? — zapytała zatroskana.
— Mike mi pomógł — wykrztusiła.
— Mike?
— Tak, Michael. — Wskazała na dom obok, a mama uśmiechnęła się ze zrozumieniem.
— Jasne, jak mogłam zapomnieć o tym rozgadanym rozrabiace — roześmiała się lekko. — Jedziemy z tatą do pracy, ale jak wrócimy, tata odda ci pieniądze. Te krzewy musiały sporo kosztować, kochanie.
Sherry zmieszała się jeszcze bardziej.
— N-nie... Nie trzeba, mamo.
Uśmiechnęła się słabo, jednak mama wlepiała wzrok w rozkwitnięte róże.
— Skąd wiedziałaś, że chciałam tu posadzić róże? — zapytała.
Sherry nie wiedziała, co odpowiedzieć. Wzruszyła ramionami, bojąc się odezwać — obawiała się, że głos jej się załamie.
— Dziękuję, kochanie.
Mama przytuliła ją mocno. Kobieta naprawdę wierzyła, że to sprawka córki. Ona natomiast była przerażona — nie wiedziała, jak, kiedy i kto to zrobił. Ogród w pakiecie z dziwnym snem i dwiema pojedynczymi różyczkami, znalezionymi dzień wcześniej, wprawiały ją nie tyle w zdumienie, ile w kiełkującą panikę.
Przecież kwiaty nie mogą pojawiać się znikąd!





Mam nadzieję, że tym rozdziałem podsyciłam waszą ciekawość! Jak zdążyliście się pewnie zorientować, czerwone róże grają tu wielką rolę. I postaram się, aby ten wątek was zaskoczył — a konkretnie jego finał. :) Przyznam się, że ciężko mi się pisało pierwsze pół rozdziału. Męczyłam to dość długo, bo brakowało mi odpowiednich słów, by przekazać wszystko, co chciałam. Cała reszta jednak przyszła mi od tak. Tekst nie jest zbetowany, więc jeśli ktoś zauważy jakąś literówkę, czy coś — piszcie śmiało i wskazujcie mi gdzie. Na świeżo nie widzę swoich błędów, a skończyłam rozdział dziś rano. Zanim się zabiorę za poprawki, pewnie trochę czasu minie, by tekst nie był aż tak świeży, więc każda uwaga jest niesamowicie cenna. 

Jeśli rozdział Ci się podobał, daj mi o tym znać. A jeśli nie — też daj znać i napisz, co było nie tak, bym mogła tego uniknąć w przyszłości. :)

Kolejny rozdział? 
Skoro z tym poszło mi tak szybko, to myślę, że albo na koniec maja, albo na początku czerwca. :) 


4 komentarze:

  1. Widzę, że wena najwyraźniej Ci dopisuje. Niedawno skończyłaś matury i zamiast wziąć głęboki oddech i nieco odpocząć, to Ty przygotowałaś dla nas kolejny rozdział. Oczywiście nie będę narzekała z tego powodu :) Czytałam także Twoją odpowiedź na mój komentarz pod poprzednim rozdziałem. Chciałam napisać, że cieszę się, że udało mi się nieco poprawić Ci nastrój tuż przed samą maturą, ale do dziś kompletnie nie miałam kiedy naskrobać kilku słów. Mam nadzieję, że matury poszły Ci tak, jak sobie wymarzyłaś i jesteś z siebie zadowolona. Mogę spytać o czym myślisz dalej? Masz już jakieś konkretne studia na oku? :)

    Wracając jednak do tematu opowiadania i rozdziału drugiego. Na początku chciałam podziękować Ci, że do tego romansu podeszłaś „na chłodno”. Postaram się to wytłumaczyć, żebyś dobrze mnie odebrała. Ostatnio mam wrażenie, że gdy tylko natknę się na jakiś romans, to główni bohaterowie przy pierwszym spotkaniu wiedzą, że to jest ta jedna, jedyna osoba, że jest wspaniała, piękna itd. U Ciebie w tym rozdziale zaczęłam odnosić wrażenie, że bohaterowie raczej byli speszeni, może nieco bardziej zawstydzeni przy swoim pierwszym spotkaniu. Być może mogli stwierdzić, że w sumie ta druga osoba jest niczego sobie, ale nie obudziło się w nich ogromne pożądanie. I za to dziękuję, bo ostatnio mam dość właśnie takich schematycznych historii. Wolę jak bohaterowie powoli się poznają i powoli się w sobie zakochują, tak jak to zazwyczaj bywa w życiu.

    Ascher wydaje się być typem takiego mężczyzny, za którymi szczerze powiedziawszy nie przepadam, więc czuję, że chyba się nie polubimy. Miles wydaje się być na razie w porządku, ale oczywiście moim ulubieńcem jest dalej Mike. Co mu w ogóle do głowy strzeliło, żeby jak gdyby nigdy nic, wpaść do domu swojej przyjaciółki i zamiast się przywitać, od razu pójść i zrobić sobie kawę? Tak to chyba potrafi tylko i wyłącznie Mike :)

    Sporo tych czerwonych róż przewinęło się przez ten rozdział. Oczywiście intryguje mnie to, skąd one się biorą. Tak samo zastanawiam się, jak dalej będzie rozwijała się sytuacja między głównymi bohaterami. Mam nadzieję, że kolejny rozdział uda napisać się szybko.
    Życzę mnóstwo weny i pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nawet nie wiesz jak! Ledwo wyszłam z matury z historii i już wiedziałam, że gdy tylko wrócę do domu, biorę się za rozdział. :D Oby tylko ta wena trzymała dalej, haha. Rozszerzenia mnie zaskoczyły, nie sądziłam, że będą aż tak trudne. Co dalej? Nie wiem. Jak dla mnie to za szybko, by decydować o swojej "karierze". Mam jeszcze czas z wyborem, ale póki co korzystam z wolnego czasu na maxa, odpoczywając po dość intensywnej pierwszej połowie maja. ;)

      Cieszę się, że tak odbierasz wątek miłosny, bo właśnie tak chcę go poprowadzić. Żadnych zachwytów jak tylko jedno czy drugie pojawi się na horyzoncie (no dobra, może trochę), raczej niezdrowa ciekawość i tajemnicze przyciąganie. Stawiam najpierw na rozwinięcie znajomości, dopiero później na coś więcej. Zobaczymy, czy mi to wyjdzie tak, jak sobie wymyśliłam. ;)

      Asher (wcześniej Ashton) to postać, która w każdej z wersji tego opowiadania jest taka sama. Po prostu, choćbym chciała go wykreować zupełnie inaczej, on zawsze wychodzi zboczony, raczej taki "śmieszkowaty". Dlatego nawet nie próbuję go kreować inaczej. Może to też kwestia tego, że sama mam kilku takich kumpli, a Asher jest jakby ich połączeniem. O Milesa się boję, że nie wyjdzie tak, jak bym chciała. Niesamowicie się cykam, że coś mi tu nie pyknie. Chciałabym, aby każdy go pokochał tak jak ja. Za to Mike chyba wyszedł mi zupełnie inaczej, niż chciałam, bo jakoś tak wszyscy od razu go polubili i to mnie niepokoi. A jeszcze bardziej mnie niepokoi, że każdy będzie bardziej lubił Mike'a niż Milesa. Ach, te moje problemy. XD

      W pierwszych wersjach motyw róż był rozciągnięty o wiele bardziej, ale tym razem postanowiłam, by pojawiły się teraz w większej ilości - kwestia zaintrygowania czytelnika, ale również tego, by pierwsze rozdziały nie jawiły się jako nudne wprowadzenie. I chyba mi się udało. Bo nawet jeśli pierwsze fragmenty są takim właśnie wprowadzeniem, poznaniem bohaterów, to coś się dzieje. :D

      Dziękuję za Twoją obecność tu i niesamowite, długie komentarze, które tak uwielbiam. :D
      Również pozdrawiam mocno! xoxo

      Usuń
  2. Róże! Czerwone, piękne... i pojawiły się znikąd.
    Powiem ci, że wciąż staram się rozgryźć, co kryje się za tajemniczymi różami. Pojawiają się za każdym razem, kiedy Sherry i Miles spotkają się, więc coś musi się za tym kryć. A może nie?
    Powiem szczerze, że mnie do gustu przypadł Asher. Najbardziej. Nie lubię schematycznych czytadeł a on jest schematyczny, ale muszę przyznać, że on ma w sobie to coś. Jest irytujący, zapatrzony w siebie, napastliwy.
    Mike również jest niczego sobie. Wcale mu się nie dziwię. Ja też wchodzę do domu przyjaciółki i rozwalam się jakbym była u ciebie - to działa w obie strony.
    Duży plus, kochana, za "pierwsze" spotkanie głównych bohaterów. Ta naturalność aż prosi by ją pochwalić. Miłość wcale nie jest taka prosta. Oczywiście zdarza się, że jedna ze stron zapragnie drugiej od pierwszego wejrzenia, ale ZAWSZE? Naprawdę duży plus za coś tak niewielkiego, ale znaczącego.
    Podobają mi się relacje Sherry i Mike'a. Jestem wielką fanką ich przyjaźni i mam nadzieję, że nie rozwinie się z tego nic więcej. Zwłaszcza, że Asher i Miles też się w niej nieco... lubują. To byłby czworokąt i każdy z chłopaków kochałby ją - pożądał jej? - w inny sposób, aczkolwiek wciąż podjeżdżałoby to pod Mary Sue. Bo tylko Mary Sue albo jakieś roboty potrafią przyciągać facetów jak magnes. Chyba że Sherry to seksbomba, ale z tego, co zauważyłam, nie starasz się jej tak kreować, choć przecież lubimy, kiedy nasze postaci są atrakcyjne, hę?
    Powiem ci szczerze, że rozdział nie rozsadził mnie. Nie czuję się wbita w ziemię, ale względnie twój zabieg się udał, ponieważ czuję się zainteresowana dalszym ciągiem i ciekawa rozwinięcia znajomości Sherry i Milesa (co ty na to żeby wymyślić im parring, co skróciłoby pisanie o nich? Masz jakieś pomysły :) i wątku z różą.
    Ciekawi mnie, co jeszcze wymyślisz i jednocześnie mam ochotę cię udusić. Jakby rozdział był dłuższy, przez pięć minut dłużej byłaby w świecie Sherry. Czasami nie znoszę autorów, którzy tworzą w internecie, bo ucinają akcję, kiedy ja chcę jeszcze rozkoszować się podróżowaniem w czasoprzestrzeni, poruszaniem czasu na tę chwilę.
    Czasami wydaje mi się, że większość autorów to paskudni sadyści. Nie tylko znęcają się, ile mogą, na swoich postaciach, ale i na bogu ducha winnych czytelnikach.
    Wyjaśnisz mi to? Bo naprawdę chcę wiedzieć, dlaczego niszczysz mi życie. Czy ja proszę o zbyt wiele? O pięć minut (Dobra, może pięć godzin!) dłużej z Sherry.
    Hmm, dobra, zapomnij. Wiem, że rozdział kończy się tam, gdzie autor przekaże już wszystko, co chciał. Wiem, bo przecież też piszę. I sama wyznaję taką zasadę. W końcu jaki sens ma pisanie na siłę? To bez sensu.
    Jak po maturze? Mam nadzieję, że wypoczywasz i bawisz się lepiej niż ja. Na koniec roku jest taka masakra, że straciłam ochotę napisanie dłuuuugich komentarzy. Zazwyczaj przychodzą mi bez problemu, ale teraz, kiedy nauczyciele mówią "to jeszcze jedna kartkóweczka, sprawdzianik, karta pracy i wystawię wam oceny".
    Kto by pomyślał, że tylko historia mnie nie lubi? Mam nadzieję, że nigdy nie odbije mi szajs do głowy i nie będę jej zdawać. Jestem zbyt leniwa, że się jej uczyć, choć jestem wyuczalna i mogłabym mieć lepszą ocenę. Ale cóż... Powiedźmy, że taki ze mnie patriota jak i cała moja klasa. I szkoła.
    Nie będę już chrzanić od rzeczy. Idę posłuchać jeszcze trochę muzyki, moje uzależnienie, moja miłości!, i przygotuję się na rzeź jutro w szkole.
    W książkach ciągle robią wredną dzidę z "królowej szkoły" (których w prawdziwym świecie jest więcej niż jedno, więc w powieści główna bohaterka powinna w połowie książki trafić do wariatkowa), ale prawda jest taka, że to nauczyciele się znęcają. Przez cały rok "la-la-la-la-la jeszcze zdążę wszystko zrobić" a na koniec: {wszyscy nauczyciele} "mam za mało ocen, muszę zrobić pierdyliard sprawdzianów i kartkówek, co z tego, że inni nauczyciele też będą to robić i uczniowie nas znienawidzą!".
    BOŻE. Potrzebuję przerwy.

    Jak do tej pory.
    Twoja jak-zwykle-spóźniona komentatorka,
    Tinsley x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jesteś! <3
      No ja ci powiem, że chociaż kocham Milesa, to na dobrą sprawę mogłaby być z Ashem, tak uwielbiam jego postać. :D
      Nie chciałam tu czegoś w stylu "Jezu, jaki on przystojny/jaka ona cudowna" (chociaż właściwie gdy kogoś poznajemy i ten ktoś nam się spodoba, to tak właśnie myślimy), chcę by to się rozwinęło wraz z fabułą, w wyniku ich koleżeńskiej relacji. Myślę, że opowiadanie tylko na tym zyska. ;)
      Żadnych trójkątów, czworokątów i czego tam jeszcze. XD Sherry jest Milesa i koniec. XD Zaleciało trochę spojlerem, ale spokojnie, skomplikuję im życie wystarczająco mocno, by były co do tego wątpliwości, hahaha. Sherry i Miles to była, jest i będzie jedynie relacja przyjacielska. Nie lubię wątku trójkątów, więc staram się, by u mnie ich nie było.
      Nie bardzo lubię robić cliffhangery. Z autopsji wiem, że urywanie akcji w jakimś krytycznym momencie jest zbrodnią na czytelnikach, więc tego u mnie nie będzie (powiedzmy, że w pierwszym życiu tego opka, w Angel 1.0, zrobiłam tak i następny rozdział pojawił się dopiero po 2 miesiącach - wyobraź sobie, jakie komcie dostawałam XD).
      Shipp name? Kurczę, nawet jeszcze o tym nie myślałam, haha. Sherles? Mirry?
      Po maturze mam za dużo wolnego czasu. Czuję się, jakby w kółko była sobota i niedziela. Zupełnie zagubiłam poczucie czasu. XD Ale tak, odpoczywam, oglądając Lucyfera (którego już skończyłam i muszę znaleźć coś innego :c).
      NIE RÓB MOJEGO BŁĘDU, NIE ZDAWAJ HISTORII NA MATURZE! Serio. Nie rób tego. Ja z chęcią bym cofnęła czas i zrezygnowała z tego rozszerzenia. :/ Życzę ci powodzenia w tych ostatnich tygodniach szkoły, haha. :D
      Buziaki xx

      Usuń

Obserwatorzy

Szablon
Fantazja
Twitter